Takk... Więc... Nie było mnie bardzo długi czas.. Wiecie, wakacje i te sprawy.. A tak w ogóle to zabrakło mi weny do dalszego pisania. Coś czuję że zapowiada się wiele emocji, i wiele wiele akcji, także bądźcie cierpliwi...
Popełniłam wielki błąd że nie uprzedziłam was przed żadnym moim wyjazdem...
Chciałabym was przeprosić za to, i powiedzieć że będę was teraz wcześniej upominać.. :)
Także bądźcie cierpliwi..
Za niedługo wszystko będzie tak jak wcześniej, ponieważ pojawi się już wreszcie cały wygląd bloga :)
Dziękuję.. I Przepraszam.
czwartek, 28 sierpnia 2014
czwartek, 31 lipca 2014
Trochę z innej perspektywy
Dzisiaj troszeczkę z innej perspektywy, troszkę odejdziemy od tematu " pisarstwa " ponieważ chcę wam wyjaśnić parę rzeczy :)
Co pierwsze, to podziękować za to że aż ponad 40 osób weszło na mojego bloga. Za ponad 100 wyświetleń oraz za 1 obserwatora i parę komentarzy : ) Tak naprawdę to mało, ale dla mnie to bardzo dużo. Dodaje mi otuchy, wsparcia, dzięki temu wiem że mam dla kogo pisać. :) Dziękuję. ;)
Teraz głównie to co chciałam wam oznajmić. Bowiem nie było mnie dość długo, około tygodnia, ponad, ponieważ byłam nad morzem, na wakacjach. Nie miałam tam jak dodać żadnego rozdziału ani nic. Za to was serdecznie przepraszam. Na razie, 2 rozdział jest w większej połowie, więc za niedługo powinien być ;)
Troszeczkę poczekacie z 3 rozdziałem z powodu moich prywatnych spraw. Ale nie będę wam ich chyba opowiadać?
To na tyle w tym poście z innej perspektywy. Przepraszam i dziękuję.
Co pierwsze, to podziękować za to że aż ponad 40 osób weszło na mojego bloga. Za ponad 100 wyświetleń oraz za 1 obserwatora i parę komentarzy : ) Tak naprawdę to mało, ale dla mnie to bardzo dużo. Dodaje mi otuchy, wsparcia, dzięki temu wiem że mam dla kogo pisać. :) Dziękuję. ;)
Teraz głównie to co chciałam wam oznajmić. Bowiem nie było mnie dość długo, około tygodnia, ponad, ponieważ byłam nad morzem, na wakacjach. Nie miałam tam jak dodać żadnego rozdziału ani nic. Za to was serdecznie przepraszam. Na razie, 2 rozdział jest w większej połowie, więc za niedługo powinien być ;)
Troszeczkę poczekacie z 3 rozdziałem z powodu moich prywatnych spraw. Ale nie będę wam ich chyba opowiadać?
To na tyle w tym poście z innej perspektywy. Przepraszam i dziękuję.
niedziela, 20 lipca 2014
Nie Powiem - Rozdział 1
- Ohh, Emily! Idziemy gdzieś jeszcze? - mówiłam zdychając
- Nie, to chyba już wszystko.. alee czeka.. - odpowiedziała mi Emily, a ja jej przerwałam
- Nigdzie nie idziemy! Jestem już zmęczona! Pot mi się z głowy leje! - krzyknęłam - a poza tym miałyśmy iść jeszcze zjeść lunch..
- Zjemy poteem :) A teraz choć zobacz! Aaa ślicznee! Muszę je kupić!
- Ale Emily.. chyba odpuścisz sobie to dla przyjaciółki? Kupisz sobie je następnym razem!
- Nie, nie kupię ich następnym razem bo jest ostatni dzień promocji! - powiedziała oburzona Emily.
Szczerze? Nie wiem co się jej stało ale jakoś szczególnie w ten dzień wpadła w szał zakupowy... Na polu było już dość ciemno, a ja, nie lubię wracać po ciemku..
- Emily! No chodźmy już! Ciemno się robi na polu, a wiesz dobrze że nie lubię wracać po ciemku..
- To zaczniesz lubieć :)
- Grr... - poburknęłam i rzuciłam wszystkimi siatkami i torbami - Masz! Kupuj sobie sama! Ja idę do domu!
Wkurzona wybiegłam z centrum handlowego.. Nie dość że kupiłam sobie tylko jedną rzecz, której nie zabrałam ze sobą, to musiałam dźwigać jej cholerne torby! Nie, nie pozwolę się tak traktować.. Gdy dochodziłam na przystanek zobaczyłam Kevina..
- O, Kevin! Jak dobrze cie widzieć!
- Ohoho , a co to się stało że taka miła dla mnie jesteś? :D
- Długa historia... Poprostu, Emily zaciągnęła mnie na zakupy, miałyśmy już iść i ... poszła jeszcze gdzieś... i ... poprostu miałam jej dość..
- Przejdzie jej, mówię ci. Zaraz sobie zda sprawę co zrobiła.
- Nie! Nie przejdzie jej...
- Ale weź ty się uspokój dziewczyno.. Gniewem niczego nie załatwisz.. - próbował pocieszyć mnie Kevin , oparłam głowę o jego ramię
- Ale... czemu ona tak zrobiła?
- Skąd mogę wiedzieć? To wy jesteście przecież przyjaciółkami.
- Ty też jesteś - powiedziałam oburzona.
- No tak, ale wy częściej się spotykacie, ciągle gadacie, raze...
- Nie musisz wymieniać. - przerwałam mu - Jedzie mój autobus
- Pojadę z Tobą.
- Nie musisz.
- Ale chcę.
Wsiadłam do autobusu.. Przez całą drogę Kevin próbował mnie jakoś zagadać... pocieszyć.. ale mi nie dawała spokoju sytuacja z Emily.. Cały czas myślałam... Zadawałam miliony pytań... Czy ona robi mi to na złość? Co ja jej zrobiłam? Nie wiem.. Byłam kompletnie bez radna. Moja głowa... Bolała mnie już chyba od tego myślenia.. Gdy wróciłam do domu, postanowiłam porozmawiać o tym z moją mamą...
- Cześć mamo.
- Amy!
- Co? - odpowiedziałam zniesmaczona słysząc głos mojej mamy..
- Umyj naczynia proszę cię.. tata kompletnie nie daje sobie z tym rady..
Podeszłam do zlewu i pokazałam tacie co i jak, nie miałam ochoty na mycie naczyń, chciałam w cztery oczy, twarzą w twarz porozmawiać z moją mamą.
- Tato, bierzesz gąbkę , pianę, szorujesz wszystkie brudne miejsca, płukasz pod bieżącą wodą , kładziesz na suszarkę. Proste? Proste.
- Ale to ty miałaś umyć naczynia córeczko..
- Muszę pogadać z mamą, innym razem ja umyję.
Mama siedziała w salonie na fotelu i czytała książkę, pomyślałam że to idealna chwila żeby z nią porozmawiać zamknęłam drzwi, chciałam już usiąść obok a tu nagle... Mój głupi brat wszedł do salonu.
- Max! - krzyknęłam zła
- O co biega? - spytał mnie jak głupi..
Wybiegłam zła z salonu, tupając nogami na schodach jak można by wyładować moją złość. Weszłam do pokoju, walnęłam poduszką w ścianę, położyłam się na łóżku.
- Moje życie kompletnie nie ma sensu.. Przyjaciółka robi mi na złość, Kevin próbuję mnie pocieszyć, a ja nic sobie z tego nie robię..
Już powoli traciłam rachubę co się w moim życiu dzieję.. Nie wiedziałam co i jak. A liczyłam na pomoc mojej rodziny, no ale.. oczywiście z nimi nie można porozmawiać.. I tak zamyślając się o wszystkich moich problemach.. Usnęłam. Nie mogłam nazwać tego wszystkiego małym problemikiem.. To było coś poważnego.. Nawet więcej niż sam problem..
Gdy rano otworzyłam oczy, dziwnym trafem leżałam na ziemi. Okno w moim pokoju było otwarte, a na moim biurku był istny chaos. Oczywiście, musiałam tą sprawę wyjaśnić.
Zeszłam po schodach na dół. Moja słodziutka i kochana rodzinka jadła sobie śniadanko w kuchni.
- Heloooł! Co mnie w tym domu kompletnie nie ma? - krzyknęłam
- Ty już jadłaś śniadanie kochanie. Zrobiłaś sobie płatki z mlekiem i powiedziałaś że zjesz osobno, w salonie. - odpowiedziała mama
- Że co?! Jakie śniadanie, boże , świecie.. - wyszłam z kuchni i poszłam do salonu.
Miska z mleka i płatki obok..
- Co się do cholery tutaj dzieje! - krzyknęłam wychodząc z salonu.
Kompletnie nie wiedziałam o co biega w moim życiu, co się dzieję..
- Halo, halo, Amy, choć tu na chwilę. - powiedziała do mnie mama zatrzymując mnie przed wejściem na górę. - Jadłaś płatki, wszystko to co się dzieję jest prawdą. Wczoraj Max wszedł do salonu a ty się zezłościłaś, wczoraj byłaś na zakupach z Emily, wczoraj tata mył naczynia. Kochanie, to prawda, to nie schizy.
- Ale ja nie mam schizów! Czy wy ze mnie chcecie zrobić jakąś kompletną wariatkę?! Może od razu do psychiatry mnie odślijcie...
- Poszłaś do siebie do pokoju, i zaczęłaś rozmyślać, wzięłaś kartkę, usiadłaś przy biurku.. a potem usnęłaś na ziemi..
- Na ziemi? Co prawda obudziłam się na ziemi.. I na biurku leżały kartki, książki..
- Jadłaś śniadanie około 5:00 rano, ja akurat wstałam i widziałam cię w salonie, potem poszłaś na górę, a ja za około pół godziny szłam się ubrać. Przez uchylone drzwi do twojego pokoju zobaczyłam co robisz.. Siedziałaś przy biurku i pisałaś coś na kartce..
To wszystko stawało się coraz dziwniejsze i dziwniejsze.. I nagle.. Urwało się moje życie..
Obudziłam się na łóżku, z porządkiem na biurku, zamkniętym oknem.. Nagle zrozumiałam że był to tylko straszny sen.. Wstałam z łóżka, ubrałam się w dres. Nie zapowiadało się że mam gdzieś wychodzić, albo ktoś, ma do mnie przychodzić. Weszłam do łazienki, umyłam twarz, zęby. Uczesałam wysokiego koka.
Zeszłam na dół... Mama? Jak zwykle w kuchni, robiła śniadanie.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Ooo, nie taki dobry jak się wydaje - zaśmiała się mama.
- Nie. To wcale nie było śmieszne. - powiedziałam zapinając bluzę
- Nie idziesz do nikogo? Ani nikt do ciebie? Przecież jest weekend...
- Nie muszę chyba w każdy weekend każdego zapraszać, tak?
Wyciągnęłam z półki kruche wafle, masło orzechowe, i poszłam do salonu..
- Mniaam! Wafle z masłem orzechowym! Pyychaa! - powiedziałam.
Chciałam trochę wrzucić na luz i się odstresować, puściłam jakiś serial i tak spędziłam czas do popołudnia...
Nagle, zawołała mnie moja mama..
- Amy! Masz gościa!
- Co? Jakiego gościa? - wyszłam z salonu, a w progu zobaczyłam Kevina. - Kevin, co ty tu robisz?
- Przyszedłem cię odwiedzić
- Chodź na górę.
Poszłam z Kevinem do pokoju. Nie wiedziałam z jakiego powodu przyszedł. Przecież jutro byśmy się widzieli w szkole, a w cale nie jestem chora żeby mnie odwiedzać... Weszliśmy do pokoju, a ja zamknęłam drzwi.
- Kevin, stało się coś, że musiałeś mnie odwiedzić? Przecież mogłeś wysłać sms'a , albo zadzwonić..
- Wyganiasz mnie?
- Nie, nie wyganiam cię. Zadałam tylko pytanie.
- Poprostu przyszłem.. A to źle?
- Nie, to nie jest źle.
- Chciałem cię wziąć do kina, na jakąś komedie, horror.. Co chcesz.
- Żartujesz? Do kina?
- Nie, nie żartuję, i tak do kina.. Chciałbym ci jakoś poprawić humor.. Wczorajsze zdarzenie, i te sprawy..
W tej chwili zdałam sobie sprawę, jaki Kevin jest dla mnie ważny. Jakim jest dobrym przyjacielem...
- Zgadzam się - powiedziałam do niego dając mu buziaka w policzek - To ja się może pójdę jakoś ubrać, ogarnąć? Nie najlepiej wyglądam :D
- Dla mnie zawsze dobrze wyglądasz.
Wzięłam ubrania z pokoju i poszłam do łazienki. Tam, rozmyślałam o tym co mówił do mnie Kevin. Byłam trochę zdziwiona jego zachowaniem.. Może to, że wczoraj go ingnorowałam, trochę dało mu do namysłu.. Gdy wyszłam z łazienki do pokoju.. Jak zobaczył mnie Kevin, oczy świeciły mu się jak kryształki.
- No i jak? - spytałam go obracając się.
- Świetnie ;)
- To idziemy?
- Tak, chodźmy już.
Zeszliśmy z Kevinem na dół.
- Mamo, ja idę do kina!
- Dobrze wróć przed 22!
Wyszliśmy z domu. On, przez drogę trzymał mnie za rękę..
- Kevin.
- Tak?
- Na co idziemy? Komedia, horror, romantyk?
- A na co chcesz?
- Ostatnio była taka komedia, premiera była chyba wczoraj, albo przedwczoraj.
- No to jak chcesz to możemy na to pójść :)
Uśmiechnęłam się do Kevina, i przyłożyłam głowę do jego ramienia.. Tego wieczoru, czułam do niego coś więcej niż tylko przyjaźń. Nie wiem czy on to odwzajemniał.. Ale dalej płynęłam uczuciem do Alexa...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Nie, to chyba już wszystko.. alee czeka.. - odpowiedziała mi Emily, a ja jej przerwałam
- Nigdzie nie idziemy! Jestem już zmęczona! Pot mi się z głowy leje! - krzyknęłam - a poza tym miałyśmy iść jeszcze zjeść lunch..
- Zjemy poteem :) A teraz choć zobacz! Aaa ślicznee! Muszę je kupić!
- Ale Emily.. chyba odpuścisz sobie to dla przyjaciółki? Kupisz sobie je następnym razem!
- Nie, nie kupię ich następnym razem bo jest ostatni dzień promocji! - powiedziała oburzona Emily.
Szczerze? Nie wiem co się jej stało ale jakoś szczególnie w ten dzień wpadła w szał zakupowy... Na polu było już dość ciemno, a ja, nie lubię wracać po ciemku..
- Emily! No chodźmy już! Ciemno się robi na polu, a wiesz dobrze że nie lubię wracać po ciemku..
- To zaczniesz lubieć :)
- Grr... - poburknęłam i rzuciłam wszystkimi siatkami i torbami - Masz! Kupuj sobie sama! Ja idę do domu!
Wkurzona wybiegłam z centrum handlowego.. Nie dość że kupiłam sobie tylko jedną rzecz, której nie zabrałam ze sobą, to musiałam dźwigać jej cholerne torby! Nie, nie pozwolę się tak traktować.. Gdy dochodziłam na przystanek zobaczyłam Kevina..
- O, Kevin! Jak dobrze cie widzieć!
- Ohoho , a co to się stało że taka miła dla mnie jesteś? :D
- Długa historia... Poprostu, Emily zaciągnęła mnie na zakupy, miałyśmy już iść i ... poszła jeszcze gdzieś... i ... poprostu miałam jej dość..
- Przejdzie jej, mówię ci. Zaraz sobie zda sprawę co zrobiła.
- Nie! Nie przejdzie jej...
- Ale weź ty się uspokój dziewczyno.. Gniewem niczego nie załatwisz.. - próbował pocieszyć mnie Kevin , oparłam głowę o jego ramię
- Ale... czemu ona tak zrobiła?
- Skąd mogę wiedzieć? To wy jesteście przecież przyjaciółkami.
- Ty też jesteś - powiedziałam oburzona.
- No tak, ale wy częściej się spotykacie, ciągle gadacie, raze...
- Nie musisz wymieniać. - przerwałam mu - Jedzie mój autobus
- Pojadę z Tobą.
- Nie musisz.
- Ale chcę.
Wsiadłam do autobusu.. Przez całą drogę Kevin próbował mnie jakoś zagadać... pocieszyć.. ale mi nie dawała spokoju sytuacja z Emily.. Cały czas myślałam... Zadawałam miliony pytań... Czy ona robi mi to na złość? Co ja jej zrobiłam? Nie wiem.. Byłam kompletnie bez radna. Moja głowa... Bolała mnie już chyba od tego myślenia.. Gdy wróciłam do domu, postanowiłam porozmawiać o tym z moją mamą...
- Cześć mamo.
- Amy!
- Co? - odpowiedziałam zniesmaczona słysząc głos mojej mamy..
- Umyj naczynia proszę cię.. tata kompletnie nie daje sobie z tym rady..
Podeszłam do zlewu i pokazałam tacie co i jak, nie miałam ochoty na mycie naczyń, chciałam w cztery oczy, twarzą w twarz porozmawiać z moją mamą.
- Tato, bierzesz gąbkę , pianę, szorujesz wszystkie brudne miejsca, płukasz pod bieżącą wodą , kładziesz na suszarkę. Proste? Proste.
- Ale to ty miałaś umyć naczynia córeczko..
- Muszę pogadać z mamą, innym razem ja umyję.
Mama siedziała w salonie na fotelu i czytała książkę, pomyślałam że to idealna chwila żeby z nią porozmawiać zamknęłam drzwi, chciałam już usiąść obok a tu nagle... Mój głupi brat wszedł do salonu.
- Max! - krzyknęłam zła
- O co biega? - spytał mnie jak głupi..
Wybiegłam zła z salonu, tupając nogami na schodach jak można by wyładować moją złość. Weszłam do pokoju, walnęłam poduszką w ścianę, położyłam się na łóżku.
- Moje życie kompletnie nie ma sensu.. Przyjaciółka robi mi na złość, Kevin próbuję mnie pocieszyć, a ja nic sobie z tego nie robię..
Już powoli traciłam rachubę co się w moim życiu dzieję.. Nie wiedziałam co i jak. A liczyłam na pomoc mojej rodziny, no ale.. oczywiście z nimi nie można porozmawiać.. I tak zamyślając się o wszystkich moich problemach.. Usnęłam. Nie mogłam nazwać tego wszystkiego małym problemikiem.. To było coś poważnego.. Nawet więcej niż sam problem..
Gdy rano otworzyłam oczy, dziwnym trafem leżałam na ziemi. Okno w moim pokoju było otwarte, a na moim biurku był istny chaos. Oczywiście, musiałam tą sprawę wyjaśnić.
Zeszłam po schodach na dół. Moja słodziutka i kochana rodzinka jadła sobie śniadanko w kuchni.
- Heloooł! Co mnie w tym domu kompletnie nie ma? - krzyknęłam
- Ty już jadłaś śniadanie kochanie. Zrobiłaś sobie płatki z mlekiem i powiedziałaś że zjesz osobno, w salonie. - odpowiedziała mama
- Że co?! Jakie śniadanie, boże , świecie.. - wyszłam z kuchni i poszłam do salonu.
Miska z mleka i płatki obok..
- Co się do cholery tutaj dzieje! - krzyknęłam wychodząc z salonu.
Kompletnie nie wiedziałam o co biega w moim życiu, co się dzieję..
- Halo, halo, Amy, choć tu na chwilę. - powiedziała do mnie mama zatrzymując mnie przed wejściem na górę. - Jadłaś płatki, wszystko to co się dzieję jest prawdą. Wczoraj Max wszedł do salonu a ty się zezłościłaś, wczoraj byłaś na zakupach z Emily, wczoraj tata mył naczynia. Kochanie, to prawda, to nie schizy.
- Ale ja nie mam schizów! Czy wy ze mnie chcecie zrobić jakąś kompletną wariatkę?! Może od razu do psychiatry mnie odślijcie...
- Poszłaś do siebie do pokoju, i zaczęłaś rozmyślać, wzięłaś kartkę, usiadłaś przy biurku.. a potem usnęłaś na ziemi..
- Na ziemi? Co prawda obudziłam się na ziemi.. I na biurku leżały kartki, książki..
- Jadłaś śniadanie około 5:00 rano, ja akurat wstałam i widziałam cię w salonie, potem poszłaś na górę, a ja za około pół godziny szłam się ubrać. Przez uchylone drzwi do twojego pokoju zobaczyłam co robisz.. Siedziałaś przy biurku i pisałaś coś na kartce..
To wszystko stawało się coraz dziwniejsze i dziwniejsze.. I nagle.. Urwało się moje życie..
Obudziłam się na łóżku, z porządkiem na biurku, zamkniętym oknem.. Nagle zrozumiałam że był to tylko straszny sen.. Wstałam z łóżka, ubrałam się w dres. Nie zapowiadało się że mam gdzieś wychodzić, albo ktoś, ma do mnie przychodzić. Weszłam do łazienki, umyłam twarz, zęby. Uczesałam wysokiego koka.
Zeszłam na dół... Mama? Jak zwykle w kuchni, robiła śniadanie.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Ooo, nie taki dobry jak się wydaje - zaśmiała się mama.
- Nie. To wcale nie było śmieszne. - powiedziałam zapinając bluzę
- Nie idziesz do nikogo? Ani nikt do ciebie? Przecież jest weekend...
- Nie muszę chyba w każdy weekend każdego zapraszać, tak?
Wyciągnęłam z półki kruche wafle, masło orzechowe, i poszłam do salonu..
- Mniaam! Wafle z masłem orzechowym! Pyychaa! - powiedziałam.
Chciałam trochę wrzucić na luz i się odstresować, puściłam jakiś serial i tak spędziłam czas do popołudnia...
Nagle, zawołała mnie moja mama..
- Amy! Masz gościa!
- Co? Jakiego gościa? - wyszłam z salonu, a w progu zobaczyłam Kevina. - Kevin, co ty tu robisz?
- Przyszedłem cię odwiedzić
- Chodź na górę.
Poszłam z Kevinem do pokoju. Nie wiedziałam z jakiego powodu przyszedł. Przecież jutro byśmy się widzieli w szkole, a w cale nie jestem chora żeby mnie odwiedzać... Weszliśmy do pokoju, a ja zamknęłam drzwi.
- Kevin, stało się coś, że musiałeś mnie odwiedzić? Przecież mogłeś wysłać sms'a , albo zadzwonić..
- Wyganiasz mnie?
- Nie, nie wyganiam cię. Zadałam tylko pytanie.
- Poprostu przyszłem.. A to źle?
- Nie, to nie jest źle.
- Chciałem cię wziąć do kina, na jakąś komedie, horror.. Co chcesz.
- Żartujesz? Do kina?
- Nie, nie żartuję, i tak do kina.. Chciałbym ci jakoś poprawić humor.. Wczorajsze zdarzenie, i te sprawy..
W tej chwili zdałam sobie sprawę, jaki Kevin jest dla mnie ważny. Jakim jest dobrym przyjacielem...
- Zgadzam się - powiedziałam do niego dając mu buziaka w policzek - To ja się może pójdę jakoś ubrać, ogarnąć? Nie najlepiej wyglądam :D
- Dla mnie zawsze dobrze wyglądasz.
Wzięłam ubrania z pokoju i poszłam do łazienki. Tam, rozmyślałam o tym co mówił do mnie Kevin. Byłam trochę zdziwiona jego zachowaniem.. Może to, że wczoraj go ingnorowałam, trochę dało mu do namysłu.. Gdy wyszłam z łazienki do pokoju.. Jak zobaczył mnie Kevin, oczy świeciły mu się jak kryształki.
- No i jak? - spytałam go obracając się.
- Świetnie ;)
- To idziemy?
- Tak, chodźmy już.
Zeszliśmy z Kevinem na dół.
- Mamo, ja idę do kina!
- Dobrze wróć przed 22!
Wyszliśmy z domu. On, przez drogę trzymał mnie za rękę..
- Kevin.
- Tak?
- Na co idziemy? Komedia, horror, romantyk?
- A na co chcesz?
- Ostatnio była taka komedia, premiera była chyba wczoraj, albo przedwczoraj.
- No to jak chcesz to możemy na to pójść :)
Uśmiechnęłam się do Kevina, i przyłożyłam głowę do jego ramienia.. Tego wieczoru, czułam do niego coś więcej niż tylko przyjaźń. Nie wiem czy on to odwzajemniał.. Ale dalej płynęłam uczuciem do Alexa...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że spodobał wam się rozdział 1 mojego opowiadania ;)
Mam nadzieję że będziecie moimi czytelnikami :) Bo to dopiero początki mojego blogowania w tym temacie :)
Zapraszam was na 2 rozdział " Nie Powiem " , który prawdopodobnie pojawi się jutro, ewentualnie we wtorek :)
Opowiadania będą się pojawiały kilka razy w tygodniu :) (Ale nie codziennie)
1 komentarz = 1 uśmiech na mojej twarzy :)
Do zobaczenia!
sobota, 19 lipca 2014
Nie Powiem - Prolog
Cześć. Mam na imię Amy, mam 16 lat. Jestem przeciętną nastolatką. Zakochałam się już nie jeden raz.. Moje życie? Normalne, lecz szalone i pełne przygód. Chodzę do szkoły z moimi najlepszymi przyjaciółmi, czyli Emily, Sharon i Kevinem.. Mam głupiutkiego, lecz bardzo kochanego brata Maxa. Jestem głupio, i naiwnie zakochana w Alexie , i tak wiem że nie zwróci on na mnie uwagi, mogę sobie tylko podarować.. Mam również wsparcie obok. Moja dobra koleżanka.. Dobrze się składa że mieszka obok mnie. Izzy. Powodzenie u chłopaków, świetny wygląd, świetne ciuchy. Ideał. Poprostu Izzy to dla mnie wzór do naśladowania. Natasha.. Oh.. Naj, naj, naj, naj najlepsza dziewczyna w szkole! Każdy chłopak tylko marzy by się z nią umówić! Moje słodziutkie i beztroskie życie... Hm.. ? Nie. Mogę powiedzieć o nim tylko, tyle że dzieją się w nim szalone, głupie, a czasami, CZASAMI dość rozsądne rzeczy.. NIE POWIEM.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że spodobał wam się krótki prolog mojego opowiadania ;)
Mam nadzieję że będziecie moimi czytelnikami, i ten prolog jakoś was zmobilizuję , nie wiem? zachęci, do czytania i wchodzenia na mojego bloga :)
Zapraszam was na 1 rozdział " Nie Powiem " , który prawdopodobnie pojawi się w poniedziałek/wtorek.
Opowiadania będą się pojawiały (nie wliczając prologa) raz na tydzień, góra dwa :)
1 komentarz = 1 uśmiech na mojej twarzy :)
1 komentarz = 1 uśmiech na mojej twarzy :)
Do zobaczenia!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)